Thursday, August 26, 2010
Tydzień temu rekordzista Polski pędził na Ukrainę
Tydzień temu rekordzista Polski pędził na Ukrainę po sukcesji śmiertelnych meczów, z podupadającym wniosku i zniedołężniały kadrowo. A jednak zwyciężył w Dniepropietrowsku, a potem chodził za ciosem i pokonał 5:0 Cracovię. - Piłkarze inaczej oszczędzają się na treningach, inaczej się nawet ruszają. To mir psychiki - mówi trener Lecha Jacek Zieliński.
Jego piłkarze wypowiadają się w tonie, który tydzień temu nie wchodził w rachubę. Marcin Kikut powiadamia walkę na boisku. Jest nędzny na Ukraińców, którzy na kontuzjowanej niedawno głowicy pobili mu łuk brwiowy. Lechita, któremu trzeba egzystowało ustanowić szwy, uważa, że sędzia powinien dać konkurentom stronicę, bo zagranie nie fair egzystowało z premedytacją. Pozostawali zawodnicy Lecha są w nie mniej walecznych humorach.
Rywali z Dnipro do batalii zapraszać nie trzeba. Od tygodnia powtarzają, że opłaty z zwierzchniego meczu da się odrobić. Bojowe spirytusy zawdzięczają zdarzeniom w lidze ukraińskiej.
Najpierw Dnipro straciło u siebie z odwiecznym rywalem Metalistem Charków 0:1, a sędzia nie ocenił niwelującego gola w końcówce. To znaczy potwierdził, lecz przerobił oświadczenie - ponoć po analizie wideo (co jest niekongruentne z imperatywami). Po meczu piłkarze Dnipro Jewhen Sełezniow i Rusłan Rotań wpadli superarbitra w garderoby. - Życzyli “porozmawiać o meczu”. Egzystowali napastliwi - mówi sędzia Serhij Dańkowski. Obydwu zdyskwalifikowano na dwa mecze, co w zupełnym teorii spiskowych Dniepropietrowsku rozumiano za prestiż Kijowa i Doniecka. Dnipro rozczłonkowało usunięcie, które ośmieliło Dynamo Kijków! I zaniechanie pobrało wynik - dyskwalifikację odroczono.